piątek, 24 lutego 2017

Rozdział 1.

Duży, kolorowy autobus powoli wyjeżdżał do miasta. Było już ciemno, więc z oddali mogłam zauważyć tylko zarysy budynków, ale mimo to od razu stwierdziłam, że to właśnie było miejsce dla mnie – pełne życia nawet nocą.
Siedziałam na pierwszym miejscu, więc widziałam, kiedy przystanek był coraz bliżej. Czerwona tabliczka stawała się coraz większa i większa, jakby leciała prosto na mnie. Patrzyłam na nią bez przerwy i wiedziałam, że kiedy ponownie postawię nogę na ziemi, zacznę całkiem nowe życie, zacznę wszystko od nowa. Zapomnę o wszytskim; o ludziach, którzy próbowali zniszczyć życie moje i Michaela, jednak nie zapomnę o nim samym. Zbyt wiele zmienił we mnie i w moim życiu, żebym mogla tak łatwo wyrzucić wspomnienia o nim.
Przymknęłam oczy, kiedy kierowca krzyknął, że jesteśmy już na ostatniej stacji. Wzięłam głęboki wdech i wstałam , zabierając ze sobą wszystkie swoje rzeczy. Kiedy wychodziłam, nogi miałam jak z waty, rece mi drżały, a po chwili czułam, jak chłodne dreszcze opanowują całe moje ciało. Spojrzałam pod nogi, kiedy byłam na ostatnim stopniu. Niepewnie zrobiłam krok w przód i skończyłam lekko na płytę chodnikową. Serce zaczynało mi bić coraz szybciej. Odeszłam na bok, żeby inni pasazerowie także mogli opuścić pojazd. Uniosłam oczy ku górze i dokładnie przyglądałam się rozpościerającym się dookoła budynkom. Czułam się jak dziecko – wszystko tutaj robiło na mnie wrażenie. To jest to. To jest Hollywood. Takie, jak sobie zawsze wyobrażałam. Takie, jak opowiadał mi Michael.
Po kilku minutach, nie opuszczając uśmiechu z twarzy, powędrowałam do luku bagażowego, żeby odebrać swoją okropną, czarną, zepsutą walizkę. Nie miałam serca jej wyrzucić, bo przeszła ze mną bardzo dużo, kiedy szukałam swojego miejsca na świecie. Czasem myślę nawet, że mogłabym zacząć nazywać ją swoją przyjaciółką. Bez słowa odebrałam bagaż i ponownie rzuciłam wzrokiem na otoczenie. Pomyślałam, że chyba długo mi się zejdzie, zanim przyzwyczaję się do tego widoku.
Ciągnąc za soba ciężką walizkę, szłam powoli w stronę swojego nowego mieszkania i co chwile zerkałam na księżyc, który tamtej nocy był w pełni. Jednocześnie do głowy wracały mi wspomnienia z Neverlandu, kiedy bez niczyjej wiedzy zakradałam się tam, żeby spędzić chociaż chwilę na ulubionym drzewie Michaela. Starałam sie wyrzucić z głowy wszystkie złe myśli i powody, dla których zdecydowałam się przyjechać aż tutaj. Chciałam zapomnieć o potworach, które sprawiły, że chciałam uciec tak daleko.
Po jakimś czasie, kiedy całkowicie zatopiłam się w rozmyślaniach, minął mnie jakiś mężczyzna. Nie zwróciłamu na niego zbytniej uwagi, dopóki ten nie zatrzymał się i nie odwrócjł przodem do mnie. Stanęłam w mniejscu, lekko zdezorientowana. Nie czułam strachu, mimo że powinnam. Bo czego może ode mnie oczekiwać jakiś przerośnięty facet w samym środku nocy? Powinnam była się ogarnąć – dokładniej uspokoić swoje myśli. Znów uległam stereotypom i próbowałam dać się przekonać, że wszyscy są źli. Nie, nie wszyscy, a to właśnie ja powinnam o tym bardzo dobrze wiedzieć. Odrzuciłam bezpodstawne zarzuty i wreszcie spojrzałam na stojącą przede mną osobę.
— Chyba nie zachowujesz się do końca słusznie – zaczął i posłał mi niezrozumiały dla mnie uśmiech.
— Hę?
Przyjrzałam mu się. Jak na swoją płeć, miał dosyć niespotykane ostatnio wlosy – długie. A przynajmniej dłuższe niż wytyczone przez nową modę standardy. Zauważyłam, że on także mi się przyglądał, zawijał ciemny lok na palec i po chwili namysłu wypuszczał go. Ciemne, prawie czarne oczy prześwietlały mnie na wylot, ale mimo to nie spuściłam z niego wzroku. Nie chciałam dopuścić do siebie pewnej myśli. On tak bardzo przypominał mi Michaela. Bolesne wspomnienia wracały kolejny raz. Mimo że nie było go już jakiś czas, ja nadal nie mogłam się z tym pogodzić. Przecież miało być tak pięknie...
— Nie powinnaś sama chodzić tędy o tak późnej porze – powiedział — Jest dosyć niebepiecznie.
— Więc dlaczego ze mną rozmawiasz? Przecież mogę cię zabić – rzuciłam na odchodne i minęłam go, trącając w ramię.
— Właśnie próbuję zaoferowac Ci pomoc. – Słysząc to, zatrzymuję się, jednak nadal stoję tyłem. — Mogę Cię podwieźć w określone miejsce.
Przez chwilę zastanawiałam się czy przyjąć propozycję. Co miałam od stracenia? Ostatecznie mógł mnie ewentualnie zabić. Trudno mi było uwierzyć w jego dobre zamiary, jednak po chwili odwróciłam się z niepewnym uśmiechem.
— Okay.
Odwzajemnił mój gest. Podszedł do mnie i bez żadnego zająknięcia chwycił moją walizkę, którą ja niosłam ostatkiem sił. Patrzyłam zaskoczona na jego plecy, kiedy odchodził i po chwili pobiegłam za nim bez słowa. Zatrzymał się przed jednym ze stojących przy ulicy aut. Mężczyzna, ktorego imienia nie było mi dane do tej pory poznać, gestem zaprosił mnie na miejsce pasażera. Trzy lata pobytu w Londynie sprawiły, że zaczęłam sie zastanawiać czy wsiadam na dobre miejsce. Odczekałam chwilę i kierowca usiadł obok mnie.
— Dokąd jedziemy? – spytał pewnym głosem.
— Chwila – otworzyłam leżącą na kolanach torebkę w celu znalezienia w niej małej karteczki, na której zapisałam adres nowego mieszkania — South State Road 7.
— Nie gadaj – zaczyna, po czym parska dziwnym smiechem — Naprawdę miałaś zamiar iść bite pięć kilometrów na piechotę i to w środku nocy?
— Czemu nie? – odpowiadam z całkowitą powagą — To. .. nic takiego.
— Nic takiego, powiadasz. Nie wiem co musiałbym dostać u celu, żeby tyle targać taki bagaż – posłałam mu wściekłe spojrzenie i byłam coraz bliżej wyjścia z samochodu, dopóki ten nie zmieni swojego tonu — Nowa w Hollywood?
— Czemu tak uważasz? – spytałam znowu i przyglądałam mu się ukradkiem, kiedy odjeżdżaliśmy.
— Po pierwsze; chciałaś wsiadać od strony kierowcy, więc pewnie nie jesteś tutejsza. Po drugie; – ciagnie — szukałaś drogi na Mapach Google – chcę powiedzieć coś o bezczelnym zaglądaniu obcym w telefon, jednak ten posyła mi tylko triumfujące spojrzenie — Po trzecie; wydaje mi się, że niezbyt orientujesz się w oklicy. No, i po czwarte; nie wyglądasz na tutejeszą. Więc co Cię tutaj sprowadza?
Przez chwilę zastanawiałam czy powiedzieć prawdę czy jednak wymyślić jakąś wymówkę.
— Mam pewne znajomosci – mówię, próbując zbytnio nie zdradzić swojej tożsamości — Dzieki nim wiem czyj album wychodzi za kilka miesięcy. No, i będzie casting to teledysku jednej z piosenek. Mam zamiar w nim zatańczyć.
— Naprawdę? Nie wyglądasz – uniosłam brew i wydałam z siebie ciche mruknięcie, które ostatnio coraz częściej zastępowało u mnie pytanie. Tworzyłam też listę sposobów, jakimi mogę go boleśnie skrzywdzić —  Miałem na myśli to, że jesteś taka drobna, no wiesz.
—Ta, jasne – ucięłam krótko.
Dokładnie przyglądałam się wszystkim mijanym obiektom. Londyn to nie to samo co Los Angeles. Mimo wszystko przyzwyczaiłam się do tamtego miejsca i mam do niego ogromny sentyment. Może nawet dlatego, że to ostatni raz widzialam tam swojego przyjaciela. Ciemne, wysokie budynki zlewały się z ciemnym granatem nocnego nieba. Na chodnikach rzadko widywałam ludzi – jeśli już, byli to bezdomni lub ludzie pod wpływem używek, imprezowicze, którzy, sądząc po ich zachowaniu, nie mieli pojęcia o tym, co się działo dookoła. Wszystkie szyldy na ścianach galerii i supermarketów świeciły ostrymi neonowymi kolorami, rażąc mnie w aktualnie nieprzyzwyczajone do jasności oczy.
Po jakimś czasie samochód zatrzymał się na podjeździe jednego z podziemych parkingów, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Rozejrzałam się dookoła i uświadomiłam sobie, że jestem na miejscu. Obraz widziany tylko w internetowej wyszukiwarce wreszcie stał sie rzeczywistością. Miejsce, które po raz pierwszy zobaczyłam kilka miesięcy temu przeglądając oferty mieszkań, za moment stanie się moim nowym domem. Zanim wysiadłam z samochodu, uśmiechnęłam się na widok ogromnego, białego apartamentowca.
—  Widzę, że hajs musi się mocno zgadzać, skoro mieszkasz aż tutaj – powiedział, a w jego głosie wyczułam nutę zaskoczenia — Nie spodziewałem się tego po Tobie.
— Ja też – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo widok oszałamiał mnie jeszcze bardziej niż się tego spodziewałam wczesniej.
Spuszczając głowę, powędrowałam na tył samochodu i próbowałam dostać się do bagażnika. Po chwili szarpania się, dołączył do mnie mężczyzna, śmiejąc się pod nosem i uniósł przed moją twarzą kluczyki, które na moment zastygają w powietrzu tuż przed moimi oczami. Odeszłam na bok lekko zawstydzona i z wydętą wargą  czekałam, aż ten poda mi moje rzeczy.
— Dziekuje bardzo za pomoc – powiedziałam, kiedy byłam gotowa do odejścia — Naprawdę nie wiem jak mogę Ci się za to odwdzięczyć.
— Nie ma takiej potrzeby – zaczesał ciemny lok za ucho i oparł się o samochód — Tak w ogóle jestem Eric.
— Hazel, miło mi – podałam mu dłoń, a on potrząsnął nią dokładnie dwa razy.
— Będziemy mieli okazję się jeszcze spotkać?
— Mam nadzieję – uśmiechnęłam się, myśląc o tym, co zobaczę, kiedy wjadę na dziesiąte piętro tego ogromnego budynku — W razie co, wiesz gdzie mieszkam.
— To... do zobaczenia – odpowiedział. Już po chwili zniknął za drzwiami auta i odjechał z piskiem opon.
Dopiero kiedy całkowicie zniknął mi z pola widzenia, ruszyłam z miejsca i skierowałam się w stronę bramy. Drżącym palcem wstukałam kod i srebrna sieć wzroków ustąpiła. Nie zatrzymałam się przed wejściem, jak to robiłam jeszcze kilka lat temu przed otwarciem nowego mieszkania. Omijając wzrokiem cały hol, powędrowałam do recepcji, która nawet o tej porze była czynna. Najbardziej uprzejmym tonem, na jaki mogłam sie zdobyć, przedstawiam się recepcjonistce – młodej kobiecie, blondynce – i już po chwili otrzymałam pęk kluczy. Nieopodal wind znajdował się mały automat z napojami, więc zatrzymałam się przy nim i wygrzebując z potrfela ostatnie dolary spomiędzy funtów, których nie zdążyłam jeszcze wymienić, kupiłam mrożoną kawę z bitą śmietaną. Mimo tak późnej godziny i prawie doby bez snu, nie czułam zmęczenia. Być może to przez przypływ adrenaliny lub garści niesamowitych wrażeń. Uśmiechnęłam się, kiedy usłyszałam cichy dzwoneczek oznajmujący wjazd na dziesiąte piętro. Wzrokiem szukałam drzwi z numerem trzysta pięćdziesiątym dziewiątym i przyspieszyłam, kiedy znalazłam je na końcu korytarza. Ręce tak mi się trzęsły , że nie mogłam przekręcić klucza w zamku. Po chwili jednak mi sie udało i weszłam do środka. Nie rozglądając się, wzrokiem odnalazłam pomieszczenie, które podejrzewałam, że było sypialnią. Postawiłam walizki obok łóżka, a płaszcz powiesiłam w pustej szafie wnękowej. Na szczęście wszystkie meble dotarły tutaj przede mną, bo inaczej nie miałabym na czym spać. Z torebki wyjąłem kolorowy notes obklejony zdjęciami z dzieciństwa i położyłam go na toaletce. Obok niego leżał czerwony długopis z niebieskim pomponem, który kupiłam jeszcze na Wyspach. Ostatecznie stwierdziłam, że zamiast pisać dziennik, muszę najpierw obejrzeć mieszkanie. Zamknęłam oczy i po omacku powędrowałam do drzwi. Rozejrzałam się dopiero kiedy byłam w salonie. Pierwsze, co zauważyłam, to jasno beżowe ściany, na których nie było kompletnie nic – żadnych obrazów, zdjęć czy chociażby rysunków. Mieszkanie było małe, ale idealne dla osoby mieszkającej samotnie, czyli dla mnie. I wcale nie było takie drogie jak uważał Eric. Było daleko od centrum, jednak nie na przedmieściach.
Czując znajome burczenie w brzuchu, odnalazłam kuchnię i odruchowo skierowałam się do lodówki, w której świeciło pustkami. No tak. Kiedy planowałam trasę na piechotę, wiedziałam, że po drodze na pewno znajdzie się jakiś market, jednak spotkałam kogoś, kto pokrzyżował moje plany i pozostałam bez jedzenia. Od wyjścia na zewnątrz powstrzymywała mnie temperatura, jaka tam panuje i fakt, że nie mam ze sobą żadnego swetra. Wszystkie podstawowe zakupy zaplanowałam dopiero na następny dzień, więc na razie pozostaje mi jedynie czekać lub iść spać. Z braku innego zajęcia, powędrowałam do sypialni. Przeczesując skromną zawartość bagażu w poszukiwaniu jednego zdjęcia, wyrzuciłam na podłogę wszystko, co się w niej znajdowało. Co miałam w głowie chowając fotografię na samo dno? Kiedy ją wreszcie odnalazłam, urządziłam sobie kolejny spacer po mieszkaniu w poszukiwaniu najlepszego miejsca. Kątem oka zauważyłam jedyną półkę, jaka się tu znajdowała. Postawiłam na niej zdjęcie w kolorowej ramce i usiadłam na kanapie naprzeciwko. Przyjrzałam się sobie i Michaelowi sprzed kilkunastu lat. To było tuż przed jego kolejnym wyjazdem w trasę HIStory. Przyszłam do niego pożegnać się, a on obiecał, że będzie do mnie pisać. Poprosiłam żeby coś zaśpiewał. I, o ironio, wybrał I'll be there.
— Żeby tak było jak śpiewałeś...



~^~
Hello my friends!
Jak widać, wreszcie pojawił się pierwszy rozdział. 
Nie będę się za bradzo rozpisywać, powiem tylko, że wątek scricte związany z Michaelem pojawi się już niedługo. Najpierw chcę Was wprowadzić w życie Hazel, żebyście ją dobrze poznali i mogli zrozumieć kim był dla niej Michael.
Pozdrawiam,
Karolina.

3 komentarze:

  1. Heejka! ;D
    Ale czad!!! Miałam chore wrażenie, że tekst mi na końcu ucięło, a to po prostu był koniec. Pierwszy rozdział, a mnie już się podoba i odczuwam wewnętrzną ciekawość tego wszystkiego. Głównie to tego co się działo z główną bohaterką.
    Ale odpowiedzieć to ona potrafi i to nieźle. Nie wiem czemu ale imię Hazel od zawsze mi się podobało,a ta Hazel już na swój sposób sprawiła, że chce się z nią zakolegować. Nie będę się tu zbytnio rozwlekać pisząc jakieś beznadziejnego zapychacza, ale jedno muszę powiedzieć. To jest GENIALNE. Ta historia zaintrygowała mnie dosadnie i czekam z niecierpliwością na nexta. Tak więc życzę ci ogromu weny i pozdrawiam serdecznie ;***

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, znalazłam się tutaj przypadkiem i oświadczam, że zamierzam tu zostać.
    Pierwszy rozdział, jak i prolog, bardzo, ale to bardzo mnie zainteresował. Wprowadzasz taką nutkę tajemniczości, co bardzo przyciąga i nie chce puścić! :D
    Krótko mówiąc: jestem ZACHWYCONA!
    Jeśli chciałabyś zajrzeć na mojego bloga, to gorąco zapraszam na thelady-in-mylife.blogspot.com
    Pozdrawiam i życzę duuużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Prolog i rozdział...Prolog i rozdział... Już po samym prologu miałam ciary, a co dopiero po przeczytaniu rozdzialiku. Jestem ciekawa co będzie dalej. Jest w tej chwili tak tajemniczo i o zgrozo, czekam z niecierpliwością na kolejny!
    Życzę dużo weny, pomysłów no i czasu, byś napisała kolejny rozdział.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń