Siedziałam
na pierwszym miejscu, więc widziałam, kiedy przystanek był coraz
bliżej. Czerwona tabliczka stawała się coraz większa i większa, jakby
leciała prosto na mnie. Patrzyłam na nią bez przerwy i wiedziałam, że
kiedy ponownie postawię nogę na ziemi, zacznę całkiem nowe życie, zacznę
wszystko od nowa. Zapomnę o wszytskim; o ludziach, którzy próbowali
zniszczyć życie moje i Michaela, jednak nie zapomnę o nim samym. Zbyt
wiele zmienił we mnie i w moim życiu, żebym mogla tak łatwo wyrzucić
wspomnienia o nim.
Przymknęłam
oczy, kiedy kierowca krzyknął, że jesteśmy już na ostatniej stacji.
Wzięłam głęboki wdech i wstałam , zabierając ze sobą wszystkie swoje
rzeczy. Kiedy wychodziłam, nogi miałam jak z waty, rece mi drżały, a po
chwili czułam, jak chłodne dreszcze opanowują całe moje ciało.
Spojrzałam pod nogi, kiedy byłam na ostatnim stopniu. Niepewnie zrobiłam
krok w przód i skończyłam lekko na płytę chodnikową. Serce zaczynało mi
bić coraz szybciej. Odeszłam na bok, żeby inni pasazerowie także mogli
opuścić pojazd. Uniosłam oczy ku górze i dokładnie przyglądałam się
rozpościerającym się dookoła budynkom. Czułam się jak dziecko – wszystko
tutaj robiło na mnie wrażenie. To jest to. To jest Hollywood. Takie,
jak sobie zawsze wyobrażałam. Takie, jak opowiadał mi Michael.
Po
kilku minutach, nie opuszczając uśmiechu z twarzy, powędrowałam do luku
bagażowego, żeby odebrać swoją okropną, czarną, zepsutą walizkę. Nie
miałam serca jej wyrzucić, bo przeszła ze mną bardzo dużo, kiedy
szukałam swojego miejsca na świecie. Czasem myślę nawet, że mogłabym
zacząć nazywać ją swoją przyjaciółką. Bez słowa odebrałam bagaż i
ponownie rzuciłam wzrokiem na otoczenie. Pomyślałam, że chyba długo mi
się zejdzie, zanim przyzwyczaję się do tego widoku.
Ciągnąc
za soba ciężką walizkę, szłam powoli w stronę swojego nowego mieszkania
i co chwile zerkałam na księżyc, który tamtej nocy był w pełni.
Jednocześnie do głowy wracały mi wspomnienia z Neverlandu, kiedy bez
niczyjej wiedzy zakradałam się tam, żeby spędzić chociaż chwilę na
ulubionym drzewie Michaela. Starałam sie wyrzucić z głowy wszystkie złe
myśli i powody, dla których zdecydowałam się przyjechać aż tutaj.
Chciałam zapomnieć o potworach, które sprawiły, że chciałam uciec tak
daleko.
Po jakimś czasie, kiedy całkowicie zatopiłam się w rozmyślaniach, minął mnie jakiś mężczyzna. Nie zwróciłamu na niego zbytniej uwagi, dopóki ten nie zatrzymał się i nie odwrócjł przodem do mnie. Stanęłam w mniejscu, lekko zdezorientowana. Nie czułam strachu, mimo że powinnam. Bo czego może ode mnie oczekiwać jakiś przerośnięty facet w samym środku nocy? Powinnam była się ogarnąć – dokładniej uspokoić swoje myśli. Znów uległam stereotypom i próbowałam dać się przekonać, że wszyscy są źli. Nie, nie wszyscy, a to właśnie ja powinnam o tym bardzo dobrze wiedzieć. Odrzuciłam bezpodstawne zarzuty i wreszcie spojrzałam na stojącą przede mną osobę.
Po jakimś czasie, kiedy całkowicie zatopiłam się w rozmyślaniach, minął mnie jakiś mężczyzna. Nie zwróciłamu na niego zbytniej uwagi, dopóki ten nie zatrzymał się i nie odwrócjł przodem do mnie. Stanęłam w mniejscu, lekko zdezorientowana. Nie czułam strachu, mimo że powinnam. Bo czego może ode mnie oczekiwać jakiś przerośnięty facet w samym środku nocy? Powinnam była się ogarnąć – dokładniej uspokoić swoje myśli. Znów uległam stereotypom i próbowałam dać się przekonać, że wszyscy są źli. Nie, nie wszyscy, a to właśnie ja powinnam o tym bardzo dobrze wiedzieć. Odrzuciłam bezpodstawne zarzuty i wreszcie spojrzałam na stojącą przede mną osobę.
— Chyba nie zachowujesz się do końca słusznie – zaczął i posłał mi niezrozumiały dla mnie uśmiech.
— Hę?
Przyjrzałam
mu się. Jak na swoją płeć, miał dosyć niespotykane ostatnio wlosy –
długie. A przynajmniej dłuższe niż wytyczone przez nową modę standardy.
Zauważyłam, że on także mi się przyglądał, zawijał ciemny lok na palec i
po chwili namysłu wypuszczał go. Ciemne, prawie czarne oczy
prześwietlały mnie na wylot, ale mimo to nie spuściłam z niego wzroku.
Nie chciałam dopuścić do siebie pewnej myśli. On tak bardzo przypominał
mi Michaela. Bolesne wspomnienia wracały kolejny raz. Mimo że nie było
go już jakiś czas, ja nadal nie mogłam się z tym pogodzić. Przecież
miało być tak pięknie...
— Nie powinnaś sama chodzić tędy o tak późnej porze – powiedział — Jest dosyć niebepiecznie.
— Więc dlaczego ze mną rozmawiasz? Przecież mogę cię zabić – rzuciłam na odchodne i minęłam go, trącając w ramię.
—
Właśnie próbuję zaoferowac Ci pomoc. – Słysząc to, zatrzymuję się,
jednak nadal stoję tyłem. — Mogę Cię podwieźć w określone miejsce.
Przez
chwilę zastanawiałam się czy przyjąć propozycję. Co miałam od
stracenia? Ostatecznie mógł mnie ewentualnie zabić. Trudno mi było
uwierzyć w jego dobre zamiary, jednak po chwili odwróciłam się z
niepewnym uśmiechem.
— Okay.
Odwzajemnił
mój gest. Podszedł do mnie i bez żadnego zająknięcia chwycił moją
walizkę, którą ja niosłam ostatkiem sił. Patrzyłam zaskoczona na jego
plecy, kiedy odchodził i po chwili pobiegłam za nim bez słowa. Zatrzymał
się przed jednym ze stojących przy ulicy aut. Mężczyzna, ktorego
imienia nie było mi dane do tej pory poznać, gestem zaprosił mnie na
miejsce pasażera. Trzy lata pobytu w Londynie sprawiły, że zaczęłam sie
zastanawiać czy wsiadam na dobre miejsce. Odczekałam chwilę i kierowca
usiadł obok mnie.
— Dokąd jedziemy? – spytał pewnym głosem.
—
Chwila – otworzyłam leżącą na kolanach torebkę w celu znalezienia w
niej małej karteczki, na której zapisałam adres nowego mieszkania —
South State Road 7.
—
Nie gadaj – zaczyna, po czym parska dziwnym smiechem — Naprawdę miałaś
zamiar iść bite pięć kilometrów na piechotę i to w środku nocy?
— Czemu nie? – odpowiadam z całkowitą powagą — To. .. nic takiego.
—
Nic takiego, powiadasz. Nie wiem co musiałbym dostać u celu, żeby tyle
targać taki bagaż – posłałam mu wściekłe spojrzenie i byłam coraz bliżej
wyjścia z samochodu, dopóki ten nie zmieni swojego tonu — Nowa w
Hollywood?
— Czemu tak uważasz? – spytałam znowu i przyglądałam mu się ukradkiem, kiedy odjeżdżaliśmy.
—
Po pierwsze; chciałaś wsiadać od strony kierowcy, więc pewnie nie
jesteś tutejsza. Po drugie; – ciagnie — szukałaś drogi na Mapach Google –
chcę powiedzieć coś o bezczelnym zaglądaniu obcym w telefon, jednak ten
posyła mi tylko triumfujące spojrzenie — Po trzecie; wydaje mi się, że
niezbyt orientujesz się w oklicy. No, i po czwarte; nie wyglądasz na
tutejeszą. Więc co Cię tutaj sprowadza?
Przez chwilę zastanawiałam czy powiedzieć prawdę czy jednak wymyślić jakąś wymówkę.
—
Mam pewne znajomosci – mówię, próbując zbytnio nie zdradzić swojej
tożsamości — Dzieki nim wiem czyj album wychodzi za kilka miesięcy. No, i
będzie casting to teledysku jednej z piosenek. Mam zamiar w nim
zatańczyć.
—
Naprawdę? Nie wyglądasz – uniosłam brew i wydałam z siebie ciche
mruknięcie, które ostatnio coraz częściej zastępowało u mnie pytanie.
Tworzyłam też listę sposobów, jakimi mogę go boleśnie skrzywdzić —
Miałem na myśli to, że jesteś taka drobna, no wiesz.
—Ta, jasne – ucięłam krótko.
Dokładnie
przyglądałam się wszystkim mijanym obiektom. Londyn to nie to samo co
Los Angeles. Mimo wszystko przyzwyczaiłam się do tamtego miejsca i mam
do niego ogromny sentyment. Może nawet dlatego, że to ostatni raz
widzialam tam swojego przyjaciela. Ciemne, wysokie budynki zlewały się z
ciemnym granatem nocnego nieba. Na chodnikach rzadko widywałam ludzi –
jeśli już, byli to bezdomni lub ludzie pod wpływem używek, imprezowicze,
którzy, sądząc po ich zachowaniu, nie mieli pojęcia o tym, co się
działo dookoła. Wszystkie szyldy na ścianach galerii i supermarketów
świeciły ostrymi neonowymi kolorami, rażąc mnie w aktualnie
nieprzyzwyczajone do jasności oczy.
Po
jakimś czasie samochód zatrzymał się na podjeździe jednego z podziemych
parkingów, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Rozejrzałam się
dookoła i uświadomiłam sobie, że jestem na miejscu. Obraz widziany tylko
w internetowej wyszukiwarce wreszcie stał sie rzeczywistością. Miejsce,
które po raz pierwszy zobaczyłam kilka miesięcy temu przeglądając
oferty mieszkań, za moment stanie się moim nowym domem. Zanim wysiadłam z
samochodu, uśmiechnęłam się na widok ogromnego, białego apartamentowca.
—
Widzę, że hajs musi się mocno zgadzać, skoro mieszkasz aż tutaj –
powiedział, a w jego głosie wyczułam nutę zaskoczenia — Nie spodziewałem
się tego po Tobie.
— Ja też – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo widok oszałamiał mnie jeszcze bardziej niż się tego spodziewałam wczesniej.
Spuszczając głowę, powędrowałam na tył samochodu i próbowałam dostać się do bagażnika. Po chwili szarpania się, dołączył do mnie mężczyzna, śmiejąc się pod nosem i uniósł przed moją twarzą kluczyki, które na moment zastygają w powietrzu tuż przed moimi oczami. Odeszłam na bok lekko zawstydzona i z wydętą wargą czekałam, aż ten poda mi moje rzeczy.
Spuszczając głowę, powędrowałam na tył samochodu i próbowałam dostać się do bagażnika. Po chwili szarpania się, dołączył do mnie mężczyzna, śmiejąc się pod nosem i uniósł przed moją twarzą kluczyki, które na moment zastygają w powietrzu tuż przed moimi oczami. Odeszłam na bok lekko zawstydzona i z wydętą wargą czekałam, aż ten poda mi moje rzeczy.
— Dziekuje bardzo za pomoc – powiedziałam, kiedy byłam gotowa do odejścia — Naprawdę nie wiem jak mogę Ci się za to odwdzięczyć.
— Nie ma takiej potrzeby – zaczesał ciemny lok za ucho i oparł się o samochód — Tak w ogóle jestem Eric.
— Hazel, miło mi – podałam mu dłoń, a on potrząsnął nią dokładnie dwa razy.
— Będziemy mieli okazję się jeszcze spotkać?
—
Mam nadzieję – uśmiechnęłam się, myśląc o tym, co zobaczę, kiedy wjadę
na dziesiąte piętro tego ogromnego budynku — W razie co, wiesz gdzie
mieszkam.
— To... do zobaczenia – odpowiedział. Już po chwili zniknął za drzwiami auta i odjechał z piskiem opon.
Dopiero
kiedy całkowicie zniknął mi z pola widzenia, ruszyłam z miejsca i
skierowałam się w stronę bramy. Drżącym palcem wstukałam kod i srebrna
sieć wzroków ustąpiła. Nie zatrzymałam się przed wejściem, jak to
robiłam jeszcze kilka lat temu przed otwarciem nowego mieszkania.
Omijając wzrokiem cały hol, powędrowałam do recepcji, która nawet o tej
porze była czynna. Najbardziej uprzejmym tonem, na jaki mogłam sie
zdobyć, przedstawiam się recepcjonistce – młodej kobiecie, blondynce – i
już po chwili otrzymałam pęk kluczy. Nieopodal wind znajdował się mały
automat z napojami, więc zatrzymałam się przy nim i wygrzebując z
potrfela ostatnie dolary spomiędzy funtów, których nie zdążyłam jeszcze
wymienić, kupiłam mrożoną kawę z bitą śmietaną. Mimo tak późnej godziny i
prawie doby bez snu, nie czułam zmęczenia. Być może to przez przypływ
adrenaliny lub garści niesamowitych wrażeń. Uśmiechnęłam się, kiedy
usłyszałam cichy dzwoneczek oznajmujący wjazd na dziesiąte piętro.
Wzrokiem szukałam drzwi z numerem trzysta pięćdziesiątym dziewiątym i
przyspieszyłam, kiedy znalazłam je na końcu korytarza. Ręce tak mi się
trzęsły , że nie mogłam przekręcić klucza w zamku. Po chwili jednak mi
sie udało i weszłam do środka. Nie rozglądając się, wzrokiem odnalazłam
pomieszczenie, które podejrzewałam, że było sypialnią. Postawiłam
walizki obok łóżka, a płaszcz powiesiłam w pustej szafie wnękowej. Na
szczęście wszystkie meble dotarły tutaj przede mną, bo inaczej nie
miałabym na czym spać. Z torebki wyjąłem kolorowy notes obklejony
zdjęciami z dzieciństwa i położyłam go na toaletce. Obok niego leżał
czerwony długopis z niebieskim pomponem, który kupiłam jeszcze na
Wyspach. Ostatecznie stwierdziłam, że zamiast pisać dziennik, muszę
najpierw obejrzeć mieszkanie. Zamknęłam oczy i po omacku powędrowałam do
drzwi. Rozejrzałam się dopiero kiedy byłam w salonie. Pierwsze, co
zauważyłam, to jasno beżowe ściany, na których nie było kompletnie nic –
żadnych obrazów, zdjęć czy chociażby rysunków. Mieszkanie było małe,
ale idealne dla osoby mieszkającej samotnie, czyli dla mnie. I wcale nie
było takie drogie jak uważał Eric. Było daleko od centrum, jednak nie
na przedmieściach.
Czując
znajome burczenie w brzuchu, odnalazłam kuchnię i odruchowo skierowałam
się do lodówki, w której świeciło pustkami. No tak. Kiedy planowałam
trasę na piechotę, wiedziałam, że po drodze na pewno znajdzie się jakiś
market, jednak spotkałam kogoś, kto pokrzyżował moje plany i pozostałam
bez jedzenia. Od wyjścia na zewnątrz powstrzymywała mnie temperatura,
jaka tam panuje i fakt, że nie mam ze sobą żadnego swetra. Wszystkie
podstawowe zakupy zaplanowałam dopiero na następny dzień, więc na razie
pozostaje mi jedynie czekać lub iść spać. Z braku innego zajęcia,
powędrowałam do sypialni. Przeczesując skromną zawartość bagażu w
poszukiwaniu jednego zdjęcia, wyrzuciłam na podłogę wszystko, co się w
niej znajdowało. Co miałam w głowie chowając fotografię na samo dno?
Kiedy ją wreszcie odnalazłam, urządziłam sobie kolejny spacer po
mieszkaniu w poszukiwaniu najlepszego miejsca. Kątem oka zauważyłam
jedyną półkę, jaka się tu znajdowała. Postawiłam na niej zdjęcie w
kolorowej ramce i usiadłam na kanapie naprzeciwko. Przyjrzałam się sobie
i Michaelowi sprzed kilkunastu lat. To było tuż przed jego kolejnym
wyjazdem w trasę HIStory. Przyszłam do niego pożegnać się, a on obiecał,
że będzie do mnie pisać. Poprosiłam żeby coś zaśpiewał. I, o ironio,
wybrał I'll be there.
— Żeby tak było jak śpiewałeś...
~^~
Hello my friends!
Jak widać, wreszcie pojawił się pierwszy rozdział.
Nie będę się za bradzo rozpisywać, powiem tylko, że wątek scricte związany z Michaelem pojawi się już niedługo. Najpierw chcę Was wprowadzić w życie Hazel, żebyście ją dobrze poznali i mogli zrozumieć kim był dla niej Michael.
Pozdrawiam,
Karolina.
Heejka! ;D
OdpowiedzUsuńAle czad!!! Miałam chore wrażenie, że tekst mi na końcu ucięło, a to po prostu był koniec. Pierwszy rozdział, a mnie już się podoba i odczuwam wewnętrzną ciekawość tego wszystkiego. Głównie to tego co się działo z główną bohaterką.
Ale odpowiedzieć to ona potrafi i to nieźle. Nie wiem czemu ale imię Hazel od zawsze mi się podobało,a ta Hazel już na swój sposób sprawiła, że chce się z nią zakolegować. Nie będę się tu zbytnio rozwlekać pisząc jakieś beznadziejnego zapychacza, ale jedno muszę powiedzieć. To jest GENIALNE. Ta historia zaintrygowała mnie dosadnie i czekam z niecierpliwością na nexta. Tak więc życzę ci ogromu weny i pozdrawiam serdecznie ;***
Hej, znalazłam się tutaj przypadkiem i oświadczam, że zamierzam tu zostać.
OdpowiedzUsuńPierwszy rozdział, jak i prolog, bardzo, ale to bardzo mnie zainteresował. Wprowadzasz taką nutkę tajemniczości, co bardzo przyciąga i nie chce puścić! :D
Krótko mówiąc: jestem ZACHWYCONA!
Jeśli chciałabyś zajrzeć na mojego bloga, to gorąco zapraszam na thelady-in-mylife.blogspot.com
Pozdrawiam i życzę duuużo weny!
Prolog i rozdział...Prolog i rozdział... Już po samym prologu miałam ciary, a co dopiero po przeczytaniu rozdzialiku. Jestem ciekawa co będzie dalej. Jest w tej chwili tak tajemniczo i o zgrozo, czekam z niecierpliwością na kolejny!
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny, pomysłów no i czasu, byś napisała kolejny rozdział.
Pozdrawiam!