piątek, 17 lutego 2017

Prolog

Hazel! – zaczął. Wiedziałam, że jest wściekły i nie powinnam do niego przychodzić, jednak na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech. Skrzyżował ręce, jak zwykle, kiedy prawił mi kazania i posłał mi pełne zdenerwowania spojrzenie — Moja droga, co Ty tutaj robisz?
Dobrze wiedziałam, że przychodząc do jego domu narażam nas obojga na skandal, jeszcze bardziej niszczę jego reputację, mocniej przytwierdzając do niego łatkę przestępcy. Ale on był niewinny! Mimo wszystko patrzył na mnie, a ja widziałam w nim dobro – coś, czego nie mogło, lub raczej nie chciało, dostrzec otoczenie. Nie zganił mnie za moje zachowanie, chociaż powinien. Nie wyrzucił mnie z własnego domu, chociaż miał do tego pełne prawo. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Miałam ochotę rzucić się w jego ramiona, powiedzieć jak bardzo żałuję zachowania moich rodziców i tego co zrobili, okazać współczucie lub jakikolwiek wyraz wsparcia. Jednak nie mogłam. Na całym terenie jego posiadłość były kamery. Jeśli kolejny raz policja przyjechałaby tutaj, aby znów przejrzeć nagrania, widok nas razem pogrążyłby go jeszcze bardziej. A tego nie chciałam.
— Wiesz po co przyszłam.
Mężczyzna ze łzami w oczach pokiwał głową. Wiedziałam, że cierpi. Łzy powoli spływały po jego policzkach. Wbijałam sobie paznokcie w świeże rany na kostkach, by poczuć ból i patrzyłam na niego. Jak zawsze był idealny. Kilka falowanych kosmyków opadało na jego twarz, a na czole zaczynały pojawiać się pierwsze zmarszczki. W pewnym momencie jego usta zadrgały, a on sam starał się opanować atak histerii. Był bardzo silnym człowiekiem, jednak to, co działo się przez kilka ostatnich miesięcy, powoli go łamało.
— Chciałam Cię zobaczyć – powiedziałam. Widząc jego nędzny obraz, mi także do oczu zaczęły cisnąć się łzy. — Jesteś moim przyjacielem, prawda?
— Cokolwiek by się działo – odparł.
Jego słowa były prawdziwe, bo właśnie teraz była próba naszej przyjaźni. Nie potrafiłam go zostawic, chociaż powinnam była to zrobić kilka miesięcy temu dla jego dobra.
— Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz – mówiłam dalej, czując jak przygniata mnie poczucie winy — Jesteś silnym człowiekiem, Michael. Damy radę. Jesteś niewinny. Nigdy nie zrobiłeś nic, co by mi nie odpowiadało, nic wbrew mojej woli. Jesteś niewinny, powtórz to.
— Jestem.. jestem niewinny.
Słowa z trudem przechodziły mu przez usta, mimo że były prawdziwe. To było dla niego trudne, bo sędzia zarzucił mu coś, czego nie dopuścił by się nawet pod rozkazem i groźbą śmierci.
— Jesteś niewinny.
— Idź już.
Wiedziałam, że robi to dla mojego dobra i nie potrafiłam się sprzeciwić. Ból, jaki widziałam w jego oczach, był zbyt silny i nie chciałam mu go jeszcze dokładać. Rzucając mu ostatnie spojrzenie, odwróciłam się na pięcie i powędrowałam w kierunku mojego domu. Po drodze uderzyłam kilka razy pięścią w wiekowe drzewo, co ponownie rozerwało skórę na kostkach. Nie mogłam pogodzić się z tym, że już jutro będę musiała stanąć w sądzie przeciwko niemu. 



~^~




Chwila, która trwa, może być najlepszą z Twoich chwil.
Był dla mnie przyjacielem i ojcem. Kochałam go, ale nie miłością, jaką darzy się swojego chłopaka, brata czy ojca. Była to inna miłość. Po prostu wiedziałam, że go potrzebowałam. Że bez niego nie mogę żyć. Że jest dla mnie całym światem. 
Czego bym dla niego nie zrobiła? Tylko jednej rzeczy; nigdy bym go nie zostawiła. On niestety mi to zrobił, odszedł. Odszedł, bez pożegnania i zostawił mnie samą. Nie powiedział nic, nie dał żadnych wskazówek.
Ale za to nauczył mnie jak kochać, jak stać się człowiekiem dla człowieka, jak być sobą i pokonywać wszystkie przeciwności losu. 
Opowiem Ci niezwykłą historię o przyjaźni, która przetrwała wszystko, nawet śmierć. O przyjaźni, która jest na zawsze. O przyjaźni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz